Warsaw Gallery Weekend 2026.
Warszawa przez kilka dni należała do sztuki
Warszawa na kilka wrześniowych dni zamieniła się w wielką galerię sztuki. Od 18 do 20 września odbyła się 16. edycja Warsaw Gallery Weekend – wydarzenia, które co roku otwiera drzwi warszawskich galerii i pozwala zajrzeć do świata współczesnej sztuki bez konieczności posiadania eksperckiej wiedzy, grubego portfela czy znajomości środowiska artystycznego.
W tym roku program obejmował 60 wystaw i prace ponad 130 artystów i artystek. Wstęp na wystawy był bezpłatny, a wiele ekspozycji pozostało dostępnych również po samym weekendzie. I chyba właśnie to jest w Warsaw Gallery Weekend najciekawsze.
Nie trzeba wiedzieć, czym różni się konceptualizm od minimalizmu. Nie trzeba umieć rozpoznać nazwiska artysty na drugim końcu sali. Można po prostu wejść.
I zobaczyć, co współczesna sztuka ma nam dzisiaj do powiedzenia.
Sztuka wychodzi do ludzi
Warsaw Gallery Weekend od lat jest jednym z najważniejszych wydarzeń związanych ze sztuką współczesną w Polsce. Biorą w nim udział prywatne galerie z Warszawy i innych polskich miast, a program obejmuje nie tylko wystawy, ale także spotkania z artystami i galerzystami, dyskusje, koncerty czy oprowadzania. To ważne, bo galeria sztuki może wydawać się miejscem trochę onieśmielającym. Białe ściany, cisza, ludzie stojący przed obrazem i wyglądający tak, jakby dokładnie wiedzieli, na co patrzą. A tymczasem nie trzeba niczego udawać. Można wejść i powiedzieć: „Nie rozumiem”. Można też powiedzieć: „To jest piękne”. Albo: „Kompletnie mi się nie podoba”. I każda z tych reakcji jest częścią kontaktu ze sztuką.
60 wystaw, czyli zdecydowanie więcej niż jeden weekend
Tegoroczna edycja była bardzo różnorodna. Obok malarstwa pojawiła się fotografia, rzeźba, grafika warsztatowa i projekty wykorzystujące wiele różnych mediów. Organizatorzy zwracali również uwagę na nowe spojrzenie na twórców i twórczynie powojennej sztuki polskiej. Jednym z przykładów była wystawa Aleksandra Kobzdeja w Galerii Olszewski, a lokal_30 przypomniała twórczość Marii Anto, jednej z najbardziej charakterystycznych polskich artystek związanych z surrealizmem.
Ciekawy był również pomysł Fundacji Edwarda Dwurnika, która zestawiła malarstwo Edwarda Dwurnika z pracami współczesnych artystek i artystów.
To właśnie takie zestawienia potrafią zmienić sposób patrzenia na sztukę.
Nagle okazuje się, że dzieło powstałe kilkadziesiąt lat temu niekoniecznie jest „stare”. Możemy spojrzeć na nie z dzisiejszej perspektywy i zobaczyć w nim coś zupełnie innego.
Nie tylko wielkie nazwiska
Warsaw Gallery Weekend nie jest wydarzeniem wyłącznie dla tych, którzy już są częścią świata sztuki. Wręcz przeciwnie. Jedną z jego największych wartości jest możliwość zobaczenia prac zarówno uznanych twórców, jak i młodszego pokolenia artystów.
To trochę jak spacer po mieście, którego jeszcze nie znamy. Nie wiemy, która ulica okaże się najciekawsza. Nie wiemy, gdzie znajdziemy coś, co zostanie z nami na dłużej. I właśnie dlatego oglądanie wszystkiego po kolei niekoniecznie ma sens. Czasem lepiej wejść do jednej małej galerii, zobaczyć trzy prace i spędzić przed jedną z nich dziesięć minut.
Bez pośpiechu.
Sztuka współczesna nie zawsze jest wygodna
I całe szczęście. Dobra wystawa nie zawsze ma nas uspokoić. Czasami ma zirytować. Czasami zawstydzić. Czasami zmusić do zadania pytania, na które nie mamy odpowiedzi.
Tegoroczny program pokazywał zresztą, jak różne mogą być sposoby opowiadania o współczesnym świecie – od osobistych historii i pamięci po refleksję nad krajobrazem, ciałem, społeczeństwem czy zmianami zachodzącymi wokół nas. Jedną z wystaw była między innymi prezentacja Magdaleny Lazar w bliss gallery, odnosząca się do pamięci lokalnej, geologii i krajobrazu Górnego Śląska oraz wpływu człowieka na środowisko.
I to jest chyba dobra definicja współczesnej sztuki. Nie musi odpowiadać. Czasami wystarczy, że dobrze zadaje pytanie.
WGW – jeszcze szersze spojrzenie
W ramach Warsaw Gallery Weekend działa również sekcja WGW+, która pozwala włączyć do programu fundacje, stowarzyszenia, kolektywy artystyczne, pracownie i instytucje kultury. Dzięki temu wydarzenie wychodzi poza klasyczny model prywatnej galerii. W tegorocznej sekcji znalazły się między innymi wystawy takie jak „Ciało rwie się na kawałki”, „Diorama codzienności”, „Obecność” czy „hyperMother. Współdzielony Oddech”. Część z nich można oglądać jeszcze po zakończeniu weekendu.
To dobra wiadomość dla tych, którzy we wrześniu nie zdążyli zobaczyć wszystkiego.
Bo prawda jest taka, że zobaczenie 60 wystaw w trzy dni byłoby raczej sportem ekstremalnym niż przyjemnością.
Czy trzeba znać się na sztuce?
Nie.
I może właśnie od tego warto zacząć.
Jeżeli dawno nie byłaś w galerii, wybierz jedną wystawę. Wejdź. Zatrzymaj się przed pracami. Przeczytaj opis, jeśli chcesz. Porozmawiaj z kimś na miejscu, a potem zadaj sobie jedno proste pytanie: „Co ja właściwie czuję, kiedy na to patrzę?”
Nie „czy to jest dobre”. Nie „czy krytycy to doceniają”. Nie „ile to kosztuje”.
Tylko: co to we mnie uruchamia?
Bo sztuka nie musi być egzaminem. Może być rozmową.
Warszawa, która patrzy trochę inaczej
Warsaw Gallery Weekend trwa zaledwie kilka dni, ale jego znaczenie wykracza poza jeden wrześniowy weekend. To moment, w którym warszawskie galerie stają się bardziej dostępne, artyści wychodzą ze swoich pracowni, a osoby, które na co dzień nie mają wiele wspólnego ze sztuką współczesną, mogą po prostu wejść i zobaczyć, co dzieje się na polskiej scenie artystycznej. I może właśnie dlatego warto mieć WGW w swoim kulturalnym kalendarzu. Nie po to, żeby zostać ekspertką. Nie po to, żeby znać wszystkie nazwiska. Tylko po to, żeby od czasu do czasu pozwolić sobie zobaczyć coś, czego jeszcze nie rozumiemy. Bo czasami właśnie od tego zaczyna się ciekawość.




Komentarze